Życie nas kołysze, ale wcale nie do snu

Katsu Ishida jest japońskim artystą, który jak wielu twórców w kraju kwitnącej wiśni poszukuje dla siebie miejsca także w dosłownym tego słowa znaczeniu. Odnalazł je w Nepalu. Z ciasnej, nadmiernie rozwiniętej technologicznie Japonii przeniósł się do Katmandu.

Katsu początkowo zajmował się designem, w którym odnosił sukcesy na rynku japońskim. Mimo to, ostatecznie odnalazł swoje miejsce w sztuce. Dzisiaj zajmuje się malarstwem i fotografią. W Osace, skąd pochodzi znajduje się główna siedziba jego galerii sztuki. W Katmandu jest jej oddział.

Katsu Ishida należy do tych ludzi, którzy bez ustanku dążą do upraszczania swojego życia, odrzucając mody i wysoką technologię, negując hałaśliwą kulturę miast, pełnych agresji. Artysta wyraża to w swojej sztuce. Jest to jego komentarz do otaczającego go świata. Również młodzi Japończycy duszą się wszechogarniającą agresją, której są współtwórcami. Mówią: „bardzo nienawidzę tego świata, chcę zniknąć stąd”.

Czy tak musi być? Czy dynamika miast stała się jakąś machiną, nad którą człowiek stracił kontrolę? Tu ciągle ktoś upada, ktoś kogoś rani, to uśmiecha się, to płacze. Życie się kołysze [yura] pomiędzy „lubić” a „nie lubić”, jak w piosence japońskich twórców. [link] Agresja jest skrywana pod pozornie uładzoną powierzchownością, tą pozorną tolerancją i otwartością na świat. Yura Yura to również pewna filozofia Katsu Ishidy, który próbuje złapać w tym wszystkim równowagę.

Świat dostarcza na co dzień wielu frustracji. Te przykre emocje związane z niemożliwością realizacji potrzeby czy określonego celu, który wyznacza cywilizacja popkultury prowadzą między innymi do agresji. To jest leitmotivem twórczości Katsu. Wyrwanie człowieka ze środowiska naturalnego, nadmierna technologizacja, presja odniesienia sukcesu sprzyja eskalacji agresji. Katsu ma na to swój sposób. W Katmandu, gdzie zamieszkał żyje niespiesznie, celebruje życie i tworzy.

Nic nie jest jednak trwałe. Spokój, na jaki można by liczyć w Katmandu jest dzisiaj również zagrożony. Dotychczas Nepalczycy żyli swoim rytmem. Natura nie zawsze była dla nich łaskawa, ale Nepalczycy przyjmowali to z otwartym sercem. Przeżywając tragedie po swojemu. Wiele organizacji zaangażowało się w pomoc poszkodowanym. Liczba fundacji, które powstają, aby pomóc Nepalczykom, podobnie jak Afrykanom, jest duża. Dla niektórych europejskich założycieli fundacji pomocowych jest to też sposób na życie w Nepalu. Jednocześnie zmieniają oni percepcję Nepalczyków. Nepal jest zmieniany przez europejską cywilizację, która oferuje im swoją popkulturę, wraz z którą przychodzi internacjonalizacja życia i nowe cele trudne do zaspokojenia, aż w końcu zrodzi się frustracja.

Nepal, a ściślej Katmandu w roku 2017 jest miejscem triennale sztuki współczesnej. Tu zresztą, kilka międzynarodowych wydarzeń artystycznych miało już swoje miejsce. Kolekcjonerzy chcą nie tylko dokonać samego aktu zakupu, ale potrzebują także nowych atrakcji. Ponieważ zachodnie biennale w pewnym stopniu straciły swoje powody do istnienia, wciąż mniejsze biennale mają swój wielki sens, jak twierdzi artysta patronujący nepalskiemu triennale Francis Alÿs. Kurator tego artysty jest jednocześnie kuratorem triennale w Katmandu jest to Belg – Philippe Van Cauteren.

Ucieczka Katsu Ishidy przed porażającą dynamiką japońskich miast może nie do końca być wymarzonym celem. Katmandu zaczyna wchodzić na drogę międzynarodowego rynku sztuki poprzez ostatnie Triennale.

Katsu Ishida jako twórca – jaki on jest?
Pretekstem do przyjrzenia się jego twórczości jest wystawa w warszawskiej galerii Apteka Sztuki. Kurator wystawy Katarzyna Haber-Pułtorak mówi: „Twórczość Katsu Ishidy powstaje niezależnie od wpływów sztuki europejskiej, czy amerykańskiej. Sięga ona do tradycji rysunku japońskiego, a równocześnie stanowi całkowicie niezależny nurt współczesnej sztuki japońskiej. Ambicją artysty jest używanie tradycyjnych narzędzi i materiałów. Prace wykonane zostały na ręcznie czerpanym papierze, który Katsu Ishida produkuje w swoim domu w Katmandu. Prace pełne są odniesień do zaczerpniętych z wierzeń szintoistycznych, zjawisk mediumicznych i wielowymiarowych bytów. Budzą niepokój a zarazem wywołują zaciekawienie i fascynację.”

Według mnie, twórczość Katsu dąży do jednoznaczności, pomimo połączenia języków egzoterycznego, przeznaczonego dla ogółu, popularnego i ezoterycznego, zrozumiałego dla wtajemniczonych. Widz nie musi zdawać sobie sprawy z trudności, jakie piętrzą się przed artystą – wystarczy, jeśli odczytuje jej odziaływanie. W pracach Katsu Ishidy człowiek jest uwikłany w różne relacje, które niekiedy prowadzą do samozagłady, innym razem do zwielokrotnienia bytu jednego człowieka, jakby stawał się zlepkiem wielu ludzi mających na niego wpływ. Taki człowiek zaczyna żyć w jakimś poszerzonym kontekście albo w kilku światach jednocześnie. Prace ukazują zdeformowane części ciała, częściej same głowy, w których powstaje zalążek agresji. To przerażające figury, które są kalką świata.

Obrazy Katsu Ishidy są poniekąd w typie malarstwa materii odznaczającego się nieco zgrubiałą szorstką fakturą, utrzymane w stonowanych barwach, wręcz monochromatyczne. Bezpośredni kontakt z papierem,  (prace nie zostały umieszczone za szkłem, jak zwykle oprawia się prace na papierze), ukazuje delikatność życia. Papier czerpany, na którym wykonane został prace jest miękki jak jedwab, delikatny, jak samo życie. Sposób malowania – szorstki, można by rzec prymitywizujący łączy się z ekspresją delikatnego, aczkolwiek niezwykle trwałego papieru. Człowiek zniesie wszystko, wszak sam sobie stwarza ten świat, którego częścią jest i agresja i delikatność. Kołyszemy się pomiędzy tymi światami – yura, yura, jak filozofuje Katsu.

Autor:Dariusz Szulc

Wstaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *